-Cześć zaprowadzisz mnie może do gabinetu dyrektora?-Spytał.
Pokiwałem głową, wziąłem jedzenie i go zaprowadziłem. Całą drogę, jaką przemierzaliśmy od dworu do gabinetu minęła w ciszy. Bałem się odezwać. Gdy stanąłem on zapukał do drzwi, po czym powiedział dziękuje. Po chwili dało się słyszeć głośny krzyk dyrektora, aby mógł wejść, a ja pojechałem pod salę gdyż zaraz miał być dzwonek na lekcje.
***
I tak właśnie sławny Shin Ataneru stał się popularny wśród dziewczyn i chłopaków. Cała szkoła dostała autografy i zdjęcia. No może prawie cała, bo ja nie dostałem gdyż jestem bardzo nieśmiały. Shin w ogóle od tamtej pory, czyli od dwóch tygodni się do mnie nie odezwał. Chyba już usłyszał o mnie historię może dlatego? Wjechałem do sali. Wzrok wszystkich skierował się na mnie lecz nie zwracałem na to uwagi. Rozejrzałem się po klasie i nie było tylko jednej osoby. Shina. Niestety, jak na zawołanie do klasy właśnie wparował on.
-Ohayo!-Krzyknął i usiadł na swoim miejscu, czyli przy najładniejszej dziewczynie w szkole.
-Ohayo!!!!!!!-Odkrzyknęła mu cała klasa prócz mnie.
Podjechałem do swoje ławki i zacząłem się rozpakowywać.
-Ej zobaczycie kto to jest?-Spytał Arki, który narysował mnie na tablicy, jak wącham śmieci, a później je wyjadam. Cała klasa wybuchała śmiechem, a do moich oczu napłynęły łzy. Shin chyba to zauważył więc przestał się już śmiać. Na szczęście do sali wszedł nasz wychowawca, który uczył nas wszystkich przedmiotów ścisłych. ,,Ale nam się trafiło''.-Tak cały czas mówiła klasa jednak ja nie narzekałem, ponieważ ja kocham się uczyć. Gdy tylko nauczyciel zobaczył rysunek na tablicy, jak stanął już koło biurka wściekł się i z hukiem rzucił dziennikiem na biurko, że aż się przestraszyłem. Profesor zszedł ze stopnia, który oddzielał tak, jakby klasę od biurka i zaczął chodzić rzędami ławek.
-Kto to namalował?-Spytał.
Cisza. Nikt nie odważył się odezwać. Za bardzo się bali profesora, bo dla nich potrafił być groźny, ale nie dla mnie. Dla mnie zawsze był miły.
-Pytam się kto to namalował!-Niecierpliwił się już.
-W takim razie...-Wrócił do biurka, otworzył dziennik, po czym z torby wyjął długopis.-Cała klasa prócz ciebie Yun dostaje uwagę.
Wszyscy są teraz wściekli. Widziałem to, po niektórych minach. Ale wściekli na mnie, czy na autora rysunku? Byłem ciekawy, ale potem ugryzłem się w wargę i spojrzałem do zeszytu. Gdy wychowawca skończył wstawiać uwagi podszedł do tablicy i starł rysunek, po czym wkurzony przeszedł do tematu.
-No dobrze. Dzisiaj zaczynamy kolejny temat z chemii. Wiecie, że za tydzień jest sprawdzian z całego działu prawda?-Wszyscy pokiwaliśmy głową. -No dobrze. W takim razie przez ten tydzień nie będę was pytał choć nie jestem z tego zbytnio zadowolony.Dobrze dzisiejszy temat lekcji to...
***
Następny dzień. Sobota, południe. Podszedłem już kolejny raz i spojrzałem na niego. Siedemnasty października. Moje urodziny, które znowu spędzam samotnie. Rodziców nigdy nie ma w domu. Mówią, że niby są w pracy, ale ja im jakoś nie wieżę. Zrezygnowany życiem postanowiłem się pójść przewietrzyć. Ubrałem się więc ciepło i zamknąłem mieszkanie. Zjechałem windą i po chwili znajdowałem się już na dworze. Pojechałem do parku. Lubiłem tam jeździć, ponieważ tam zapominałem o wszystkim. Nagle zobaczyłem siedzącego na ławce Shina z jakimś chłopakiem. Trochę się wahałem koło nich przejechać, ale na nieszczęście aktor zauważył mnie. Zaraz po tym jego kolega. Podjechałem więc tam, bo blondyn przywołał mnie ręką.
-T-Tak?-Spytałem nieśmiało.
-Dlaczego zawsze jesteś sam?-Zadał mi proste pytanie, na które ja kujon tak naprawdę nie umiałem mu odpowiedzieć. Spojrzałem na niego, ponieważ wcześniej patrzyłem na ręce, które miałem złączone.
-N-Nie wiem.-Odpowiedziałem.
-Ehh...Dobra Kris przedstawię cię.-Zaczął wstając z ławki Shin.-To jest Yun. Chodzę z nim do jednej klasy. Siedzący obok chłopak też wstał i podał mi rękę. Uśmiechnął się ciepło.-To, co może pójdziemy do ciebie Yun?
Chwilę się zastanawiałem, ale zebrałem się na odwagę, aby mu odpowiedzieć.
-P-Pewnie...-Wydukałem.
***
Kiedy byliśmy już w moim domu oni zaczęli się rozglądać się po moim mieszkaniu, a ja zacząłem im robić ciepłą herbatę. Tak się cieszyłem, że w końcu ktoś do mnie przyszedł. Tyle lat na to czekałem aż w końcu się to, stało. Nagle usłyszałem zdziwiony głos Shina i Krisa, po czym aktor przyszedł z moim kalendarzem w ręku do kuchni. Za nim przybiegł też Kris.
-Masz dzisiaj urodziny?-Spytali jednocześnie. Teraz ja się zdziwiłem, że upuściłem gorące kubki z cieczą na podłogę. Te roztrzaskały się na drobne kawałki. Na szczęście się nie poparzyłem. Pokiwałem głową.-Dlaczego nam nic nie powiedziałeś?-Spytał aktor.
-N-Nie chciałem robić zamieszania no i tak, jakoś wyszło...-Odpowiedziałem ze zmartwionym głosem.
-Mam pomysł!-Krzyknął nagle uradowany Kris, po czym złapał Shina za rękę i wybiegli z mojego domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz