niedziela, 10 sierpnia 2014

Suki Desu #1

Siedziałem na moim jakże wspaniałym wózku inwalidzkim i obserwowałem moich ,,znajomych'', jak rozmawiają na przerwie. Dlaczego powiedziałem w cudzysłowie? Ponieważ to nie są ani moi przyjaciele ani znajomi. Nigdy ich nie miałem przez moje kalectwo. Nic nie poradzę na to, że się taki urodziłem. Ale moim marzeniem jest, aby właśnie zdobyć przyjaciela. Nie chodzi mi o to, aby ze mną wszędzie chodził, bo to i tak jest uciążliwe tylko od czasu do czasu do pogadał tak o czymś. Ale wiem, że to się nigdy nie stanie, bo marzenia nigdy się nie spełniają. Westchnąłem i pojechałem do stołówki gdyż była długa przerwa. Chwilę się porozglądałem. Pięknie. Wszystkie stoliki są zajęte. Podjechałem do kucharki, która od razu przyszykowała mi jedzenie. Gdy je odebrałem zastanawiałem się gdzie mógłbym spokojnie zjeść. Na dworze pada, ale chyba nie mam innego wyboru. Oni to robią specjalnie, abym tylko nie mógł z nimi siąść. Kiedy byłem już na zewnątrz zrobiło mi się naprawdę zimno, ponieważ to była pora deszczowa, ale przecież nigdzie nie mogłem, bo wiem, że każdy by mnie odganiał. Nagle zobaczyłem czarną limuzynę podjeżdżającą pod bramę naszej szkoły. Zdziwiłem się, bo tak się zdarzyło pierwszy raz. Po chwili z pojazdu wyszedł wysoki mężczyzna, który musiał być kierowcą. Podszedł do drzwi i otworzył je. Z limuzyny wyszedł piękny chłopak, który był w moim wieku. W ręku trzymał białą parasolkę. Musiał być bardzo bogaty. Dopiero teraz spostrzegłem, że to sławny aktor znany w całej Japonii. ,,No to dziewczyny teraz będą miały, co robić na przerwach''.-Pomyślałem. Nie pamiętam jego imienia i nazwiska, bo nie oglądam żadnych z jego filmów. No może tam jeden, jak byłem mały. Nagle podbiegł do mnie i się uśmiechnął, po czym spojrzał na moje jedzenie, które cały czas mokło od deszczu. 
-Cześć zaprowadzisz mnie może do gabinetu dyrektora?-Spytał. 
Pokiwałem głową, wziąłem jedzenie i go zaprowadziłem. Całą drogę, jaką przemierzaliśmy od dworu do gabinetu minęła w ciszy. Bałem się odezwać. Gdy stanąłem on zapukał do drzwi, po czym powiedział dziękuje. Po chwili dało się słyszeć głośny krzyk dyrektora, aby mógł wejść, a ja pojechałem pod salę gdyż zaraz miał być dzwonek na lekcje. 

***

I tak właśnie sławny Shin Ataneru stał się popularny wśród dziewczyn i chłopaków. Cała szkoła dostała autografy i zdjęcia. No może prawie cała, bo ja nie dostałem gdyż jestem bardzo nieśmiały. Shin w ogóle od tamtej pory, czyli od dwóch tygodni się do mnie nie odezwał. Chyba już usłyszał o mnie historię może dlatego? Wjechałem do sali. Wzrok wszystkich skierował się na mnie lecz nie zwracałem na to uwagi. Rozejrzałem się po klasie i nie było tylko jednej osoby. Shina. Niestety, jak na zawołanie do klasy właśnie wparował on. 
-Ohayo!-Krzyknął i usiadł na swoim miejscu, czyli przy najładniejszej dziewczynie w szkole. 
-Ohayo!!!!!!!-Odkrzyknęła mu cała klasa prócz mnie. 
Podjechałem do swoje ławki i zacząłem się rozpakowywać. 
-Ej zobaczycie kto to jest?-Spytał Arki, który narysował mnie na tablicy, jak wącham śmieci, a później je wyjadam. Cała klasa wybuchała śmiechem, a do moich oczu napłynęły łzy. Shin chyba to zauważył więc przestał się już śmiać. Na szczęście do sali wszedł nasz wychowawca, który uczył nas wszystkich przedmiotów ścisłych. ,,Ale nam się trafiło''.-Tak cały czas mówiła klasa jednak ja nie narzekałem, ponieważ ja kocham się uczyć. Gdy tylko nauczyciel zobaczył rysunek na tablicy, jak stanął już koło biurka wściekł się i z hukiem rzucił dziennikiem na biurko, że aż się przestraszyłem. Profesor zszedł ze stopnia, który oddzielał tak, jakby klasę od biurka i zaczął chodzić rzędami ławek. 
-Kto to namalował?-Spytał. 
Cisza. Nikt nie odważył się odezwać. Za bardzo się bali profesora, bo dla nich potrafił być groźny, ale nie dla mnie. Dla mnie zawsze był miły. 
-Pytam się kto to namalował!-Niecierpliwił się już. 
-W takim razie...-Wrócił do biurka, otworzył dziennik, po czym z torby wyjął długopis.-Cała klasa prócz ciebie Yun dostaje uwagę. 
Wszyscy są teraz wściekli. Widziałem to, po niektórych minach. Ale wściekli na mnie, czy na autora rysunku? Byłem ciekawy, ale potem ugryzłem się w wargę i spojrzałem do zeszytu. Gdy wychowawca skończył wstawiać uwagi podszedł do tablicy i starł rysunek, po czym wkurzony przeszedł do tematu. 
-No dobrze. Dzisiaj zaczynamy kolejny temat z chemii. Wiecie, że za tydzień jest sprawdzian z całego działu prawda?-Wszyscy pokiwaliśmy głową. -No dobrze. W takim razie przez ten tydzień nie będę was pytał choć nie jestem z tego zbytnio zadowolony.Dobrze dzisiejszy temat lekcji to...

***

Następny dzień. Sobota, południe. Podszedłem już kolejny raz i spojrzałem na niego. Siedemnasty października. Moje urodziny, które znowu spędzam samotnie. Rodziców nigdy nie ma w domu. Mówią, że niby są w pracy, ale ja im jakoś nie wieżę. Zrezygnowany życiem postanowiłem się pójść przewietrzyć. Ubrałem się więc ciepło i zamknąłem mieszkanie. Zjechałem windą i po chwili znajdowałem się już na dworze. Pojechałem do parku. Lubiłem tam jeździć, ponieważ tam zapominałem o wszystkim. Nagle zobaczyłem siedzącego na ławce Shina z jakimś chłopakiem. Trochę się wahałem koło nich przejechać, ale na nieszczęście aktor zauważył mnie. Zaraz po tym jego kolega. Podjechałem więc tam, bo blondyn przywołał mnie ręką. 
-T-Tak?-Spytałem nieśmiało.
-Dlaczego zawsze jesteś sam?-Zadał mi proste pytanie, na które ja kujon tak naprawdę nie umiałem mu odpowiedzieć. Spojrzałem na niego, ponieważ wcześniej patrzyłem na ręce, które miałem złączone. 
-N-Nie wiem.-Odpowiedziałem.
-Ehh...Dobra Kris przedstawię cię.-Zaczął wstając z ławki Shin.-To jest Yun. Chodzę z nim do jednej klasy. Siedzący obok chłopak też wstał i podał mi rękę. Uśmiechnął się ciepło.-To, co może pójdziemy do ciebie Yun?
Chwilę się zastanawiałem, ale zebrałem się na odwagę, aby mu odpowiedzieć. 
-P-Pewnie...-Wydukałem. 

***

Kiedy byliśmy już w moim domu oni zaczęli się rozglądać się po moim mieszkaniu, a ja zacząłem im robić ciepłą herbatę. Tak się cieszyłem, że w końcu ktoś do mnie przyszedł. Tyle lat na to czekałem aż w końcu się to, stało. Nagle usłyszałem zdziwiony głos Shina i Krisa, po czym aktor przyszedł z moim kalendarzem w ręku do kuchni. Za nim przybiegł też Kris.
-Masz dzisiaj urodziny?-Spytali jednocześnie. Teraz ja się zdziwiłem, że upuściłem gorące kubki z cieczą na podłogę. Te roztrzaskały się na drobne kawałki. Na szczęście się nie poparzyłem. Pokiwałem głową.-Dlaczego nam nic nie powiedziałeś?-Spytał aktor. 
-N-Nie chciałem robić zamieszania no i tak, jakoś wyszło...-Odpowiedziałem ze zmartwionym głosem. 
-Mam pomysł!-Krzyknął nagle uradowany Kris, po czym złapał Shina za rękę i wybiegli z mojego domu.